Felicja z d. Możdżeńska Wasiak

Urodziła się 21.02.1904 r. w Pruszkowie. Tam (w Żbikowie) zaczęła uczęszczać do szkoły powszechnej. Jako kilkuletnie dziecko przeżywała grozę I wojny światowej, podczas której miejscowość ta znacznie ucierpiała. Warunki były bardzo trudne. Brakowało opału, żywności, a lekcje trzeba było odrabiać przy lampie naftowej i jednocześnie przy mocno ograniczonym dla oszczędności czasie takiego oświetlenia. Później warunki życia uległy dalszemu pogorszeniu, w wyniku sprzedaży wybudowanej przez ojca – Franciszka Możdżeńskiego – kamienicy przy ul. Szopena 20 w Pruszkowie. Transakcja ta nastąpiła w przededniu wymiany waluty, wskutek czego uzyskane pieniądze wystarczyły jedynie na zakup niewielkiej działki przy ul. Owocowej 10 (obecnie noszącej nr 13). Do chwili wybudowania oficyny na tej nieruchomości 6-osobowa rodzina zmuszona była mieszkać w małej ciemnej suterenie, wynajętej u nowych właścicieli domu przy ul. Szopena 20.

W 1933 r. poślubiła nauczyciela tej Szkoły, Stefana Wasiaka. Zdecydowała w związku z tym zmianę miejsca pracy, w 1935 r. przenosząc się do Szkoły im. Tadeusza Kościuszki w Pruszkowie. W 1934 r. we wrześniu rodzi syna Marka, a na dwa miesiące przed wybuchem wojny 1939 r. córkę Hannę. Wraz z nadejściem okupacji zostaje zwolniona z pracy w szkole. Bez pracy pozostaje też jej mąż. Środki na utrzymanie małżonkowie zdobywają domowym wytwarzaniem papierosów i wypiekaniem ciastek. Mimo że jest to zakazane przez okupanta, nie zaprzestaje nauczania. Organizuje podziemne przedszkole dla kilkanaściorga dzieci, choć w Szkole im. T. Kościuszki, w najbliższym sąsiedztwie domu, stacjonują żołnierze Wehrmachtu, a 200 metrów dalej przy ul. Parkowej jest siedziba Gestapo. Kolportuje prasę konspiracyjną. Jest członkiem Armii Krajowej – VI Rejon – VII Obwód „Obroża”. Za tajne nauczanie otrzymuje po wojnie odznakę AK.

Seminarium, powołane do życia jako żeńska szkoła publiczna, realizowało ideę nowego wychowania w odrodzonej Polsce. Niełatwo było się tam dostać; z preferencji korzystały uzdolnione kandydatki ze wsi, założeniem było bowiem – wobec deficytu kadr na tych obszarach – dobre ich przygotowanie do pracy w szkolnictwie terenowym. Seminarium słynęło z doborowej kadry profesorskiej, wysokiego poziomu nauczania oraz nowatorskich inicjatyw pedagogicznych. Kładziono nacisk na rozwijanie twórczości własnej, samodzielnej obserwacji, inwencję w sposobach pracy, zbiorową działalność dla dobra ogólnego, wspólne działania w pracowniach tematycznych, wiązanie szkoły z życiem, prace ręczne, otwieranie drzwi dla sztuki, odwiedzanie muzeów, tworzenie spektakli teatralnych, krajoznawstwo. Bardzo dużo troski wkładano w rozwój fizyczny młodzieży.

Wpływ Seminarium na późniejszą pracę pedagogiczną jego wychowanki był niewątpliwy. Było to szczególnie widoczne, gdy w 1923 roku – jako 19-letnia dziewczyna – podjęła w Pruszkowie trud nauczania w klasach, obejmujących uczniów bardzo zróżnicowanych środowiskowo i wiekowo (niekiedy niewiele od niej młodszych), często mocno zaniedbanych wychowawczo.

Od 1923 roku rozpoczęła pracę w Szkole Powszechnej im. St. Staszica, od 1928 roku na własną prośbę przeniosła się do Szkoły Powszechnej im. J. Piłsudskiego. Kształciła się nieustannie jako instruktor wychowania fizycznego, uczestnicząc w licznych kursach (w 1928 r. w Wągrowcu i w 1929 r. w Nowym Targu – metodyka ćwiczeń cielesnych, gimnastyka osobista, gry i zabawy ruchowe, siatkówka – hazena, turystyka piesza; w 1930 r. w Płocku i w tym samym roku w Wymyślinie – ćwiczenia gimnastyczne, gry sportowe, lekka atletyka, wioślarstwo, łucznictwo, pływanie, a ponadto tańce ludowe, śpiew chóralny oraz zajęcia z teorii i metodyki sportu). Najwcześniej, w 1925 r., ukończyła kurs robót ręcznych. W warunkach bardzo mizernego ówcześnie wyposażenia młodzieży w sprzęt sportowy i gimnastyczny stale troszczyła się i zabiegała u Zygmunta Giesego – kierownika Szkoły im. J. Piłsudskiego – o poprawę tego stanu.

Po ukończeniu 6-klasowej szkoły i zdaniu egzaminu, w roku 1918 Felicja została przyjęta do Państwowego Seminarium Nauczycielskiego im. E. Orzeszkowej w Warszawie przy ul. Nowolipki. Przez krótki okres mieszkała u swej ciotki w Warszawie na Woli, potem codziennie dojeżdżała pociągiem z Pruszkowa i z Dworca Kolei Warszawsko-Wiedeńskiej docierała pieszo do celu.

Po zakończeniu niemieckiej okupacji, 17 stycznia 1945 roku, zgłasza w Inspektoracie Szkolnym gotowość podjęcia pracy. Ale od marca do końca sierpnia tego roku otrzymuje bezpłatny urlop w związku z koniecznością pobytu w szpitalu i przeprowadzenia operacji. Od 1946 r. wznawia nauczanie w szkole im. T .Kościuszki. Gdy w wyniku wzmagającego się reżimu i indoktrynacji ideologią stalinowską szkoła ta, decyzją władz oświatowych, ma w roku szkolnym 1949 – 1950 stać się szkołą Towarzystwa Przyjaciół Dzieci (TPD), czyli świecką i gdy dochodzi do aresztowań burzliwie protestujących przeciwko temu rodziców, nie waha się zmienić miejsca pracy. Nie bacząc na ewentualne represje, uzyskawszy możliwość zatrudnienia w Szkole nr 2 ( dawniej im. St. Żółkiewskiego), przenosi się tam wraz z całą klasą, w której sprawowała wychowawstwo. Tam podejmuje prawdziwą orkę: warunki lokalowe straszne, klasy przepełnione, nauka odbywa się na dwie lub trzy zmiany, dużo jest uczniów zapóźnionych w rozwoju, pochodzących z terenu Tworek i wymagających specjalnej edukacji. Z drugiej strony nałożone w tym czasie na nauczycieli rygory i przerzucanie na nich odpowiedzialności za niedostateczne oceny uczniów wymagają organizowania tzw. popołudniowych kompletów. Nauczanie trwa więc po kilkanaście godzin dziennie.

Mimo owych trudności, w Szkole nr 2 (dawnej im. St. Żółkiewskiego), a częściowo nr 1 (dawnej im. Piłsudskiego), pracuje jeszcze w pełnym wymiarze godzin przez wiele lat. Gdy zaczynają się kłopoty zdrowotne, przechodzi na emeryturę. Ale nie traci kontaktu ze szkołą, prowadząc jeszcze – dopóki siły jej na to pozwalają – zajęcia lekcyjne w zmniejszonym wymiarze. Umiera nagle na udar mózgu 17 marca 1988 roku.

We wspomnieniach dawnych uczniów zapisała się jako „ukochana wychowawczyni”. Łagodna, nigdy niepodnosząca głosu, wyrozumiała, jednocześnie konsekwentnie egzekwująca zadania swych wychowanków, niezabiegająca również o wyróżnienia i splendory u władz oświatowych, nadzwyczaj skromna, wydawała się nigdy sztucznie „nie wypracowywać” swojego autorytetu. Ona go po prostu miała.