Stefan Wasiak

Urodził się w 1904 r. w Budach Zosinych. Jego ojciec Paweł Wasiak, ożeniony z Bronisławą Rozalią Bartold (lub Bartołd) pochodził z rodziny rolniczej. Sprzedał jednak grunty i chcąc zapewnić możliwości kształcenia swym ośmiorgu dzieciom zajął się kupiectwem. Otworzony przez niego we Włochach sklep spożywczy dobrze prosperował do czasu wybuchu pierwszej wojny światowej. Później rodzina zamieszkała przy ul. Narutowicza w Pruszkowie, a prowadzenie sklepu kontynuowane było przy ul. Ogrodowej. W ten sposób drogi życiowe Stefana i jego przyszłej żony Felicji Możdżeńskiej spotkały się już w Żbikowie, najstarszej dzielnicy Pruszkowa. Szkoła powszechna, do której uczęszczali, nie zbliżyła jednak dzieci. W pamięci Felicji pozostał wizerunek Stefana jako kolegi trochę zarozumiałego, a więc niebudzącego sympatii. Po ukończeniu szkoły dalszą edukację kontynuowali w Warszawie, oboje w odrębnych seminariach nauczycielskich: Felicja w żeńskim seminarium im. Orzeszkowej przy ul. Nowolipki, Stefan w męskim seminarium im. Stanisława Konarskiego przy ul. Karowej, a potem także w Konserwatorium Muzycznym w Pałacu Ostrogskich. Jako absolwenci tych uczelni spotkali się ponownie w Pruszkowie, tj. miejscu pracy: najpierw w szkole powszechnej im. Stanisława Staszica, a potem w szkole powszechnej im. Józefa Piłsudskiego (co dokumentują zdjęcia).

Romantyczne spacery Stefana pod posesję przy ul. Owocowej w nadziei choćby ujrzenia koleżanki (o której jego siostry mówiły, że „śliczna, z dwoma dołeczkami w uśmiechniętej buzi”) przyniosły rezultaty i zakończyły się małżeństwem. Na ślub trzeba było jednak poczekać, aż zakończy się okres żałoby, w 1932 r. zmarł bowiem wiosną ojciec Felicji Franciszek Możdżeński, a z końcem tego roku ojciec Stefana Paweł Wasiak.

Kiedy nowo poślubiony małżonek zamieszkał wspólnie z żoną, pojawił się wkrótce na posesji przy ul. Owocowej nowy przybysz - koń, mający swą siedzibę w komórce, czyli czymś w rodzaju stajni. Odtąd udziałem młodej pary stały się konne przejażdżki w okolice Komorowa (w pamięci ich dzieci pozostała też nazwa miejscowości: Strzeniówka). Niestety, wybuch wojny położył kres tym przyjemnościom, bo nie było czym karmić zwierzęcia. Była to także przyczyna rozstania się z dwoma legendarnymi psami: Dżetem i Morwą. Pierwszy z nich wsławił się awanturą, którą żydowska sklepikarka z ul. Kościuszki zrobiła matce Felicji - Kazimierze Możdżeńskiej o rzekome wyjedzenie śledzi z wystawionej na ulicy beczki.

Zamiłowanie do konnej jazdy pozostało w Stefanie Wasiaku do końca. Nawet już w znacznie dojrzałym wieku korzystał z niej, wynajmując sobie wierzchowca na wsi podczas wakacyjnych kursów nauczycielskich, gdzie prowadził zajęcia pedagogiczne. Zachwycał się anatomią koni, podziwiał je odwiedzając stadniny, czynił je tematem tworzonych olejnych obrazów, akwarel i szkiców wykonywanych często na drobnych karteczkach lub kawiarnianych serwetkach. I oczywiście jako miłośnik historii, zwłaszcza polskiej, nosił w sobie kult kawalerii.

Przebieg pracy i osiągnięć zawodowych Stefana Wasiaka zawiera strona.